Mango Papaja

Strony

  • PRZEPISY
  • Kontakt i współpraca

19:17

Tort mango papaja. Tysięczny wpis!


I stało się! Moment, którego nie spodziewałam się jeszcze 5 lat temu. Tysiąc wpisów! Każdy inny, unikatowy, każdy przygotowany prosto z serca, z miłości do jedzenia, z pasji do gotowania i fotografowania. Jestem tak cholernie dumna! Aż łzy płyną mi do oka. Jednego. Bo włożyłam sobie do niego palec. Nie, nie. Wcale nie ze wzruszenia. 

Wzruszam się na wszystko. Na tysięczny przepis. Na to, że jest to cudny, smaczny i piękny torcik mangopapaja ze spodem na walijskie ciasteczka, z serniczkiem mango, z papaja curdem, z chrupiącą bezą i owocami jeszcze. 

Torcik mango papaja (tortownica o średnicy 16 cm):

Spód (jak na oryginalne walijskie ciasteczka, tyle, że bez rodzynek):

  • 250 gram mąki pszennej 
  • 120 gram margaryny 
  • 1 jajko 
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia 
  • szczypta soli 
  • 90 gram cukru 
Masa serowa mango:
  • 300 gram serka homogenizowanego 
  • 2 ubite na sztywno białka (ze szczyptą soli)
  • 1 mango zmiksowane na puree
  • 1/2 szklanki cukru 
Papaja curd:
  • 150 gram zblendowanej papai 
  • 2 żółtka
  • 150 gram masła 
  • sok z 1/2 cytryny 
  • 100 gram cukru 
Beza:
  • 2 białka 
  • 1/2 szklanki cukru 
Dodatkowo:
  • pokrojone w kostkę mango, papaja 
  • maliny 
Składniki na walijskie ciasteczka zagniatam na jednolitą masę. Tortownicę wykładam papierem do pieczenia a spód formy wylepiam ciastem. Mieszam puree z mango z serkiem homogenizowanym i cukrem. Delikatnie dodaję białka i mieszam całość. Wylewam na przygotowany spód masę i umieszczam w piekarniku nagrzanym do 150 stopni. Ciasto piekę 90 minut a następnie studzę do temperatury pokojowej oraz przez noc w lodówce. W tym czasie ubijam również białka na bezę, stopniowo dodając do nich cukier. Przygotowane białka wykładam na wyłożoną papierem do pieczenia blaszkę i wkładam do piekarnika razem z serniczkiem, piekąc raz nad nim a raz pod nim przez 120 minut. Bezę również studzę. 
Wstawiam garnek z niewielką ilością wody. Blenduję na gładką masę papaję. Mieszam w metalowej misce z żółtkami, cukrem i sokiem z cytryny a następnie ubijam na parze przez około 15- 20 minut (męska pomoc mile widziana :)). Po około 5 minutach dodaję połowę pokrojonego w kostkę masła. Kiedy masa wyraźnie zacznie gęstnieć i przypominać będzie krem lub budyń dodaję pozostałe masło i jeszcze 2- 3 minuty ubijam na parze krem. Pamiętaj, że krem trzeba nieustannie mieszać, inaczej uzyskasz papajową jajecznicę. Odstawiam krem do wystudzenia, najlepiej do lodówki. Wszystkie składniki dokładnie studzę przez noc. Krem i sernik w lodówce, bezę w temperaturze pokojowej. kolejnego dnia kroję mango i papaję w kostkę. Sernik uwalniam z formy i przekładam na paterę, jego wierzch smaruję papaja curdem. Dekoruję połamaną bezą, polewam papajowym kremem i dekoruję owocami: mango, papają i maliną. Podaję od razu, chociaż można schłodzić. 

Wszystkiego najsmaczniejszego z okazji mojego tysięcznego wpisu, Wasza Klaudia! 

A poniżej przedstawiam Wam bałagan jaki towarzyszył mi podczas przygotowania torciku... 








przeczytaj mnie
Posted by Klaudia Pieniążek on 19:17 1
Podziel się!
Etykiety:
Ciasta na kruchym spodzie, Na słodko, Sernik, Tort
Nowsze posty
Starsze posty

06:43

Osiem chwastów, które wspomogą Twoje odchudzanie oraz recenzja książki "Ziołowa klinika odchudzania" Zbigniewa T. Nowak



Pierwszy raz w moim zyciu stałam się recenzentka książki. I o ile humanistka ze mnie żadna o tyle liczę, że zaufanie jakim obdażono moją opinię wynika przede wszystkim z tego, że książki, które poproszono bym zecenzowała należą w zupełności do dziedziny życia, która towarzyszy mi każdego dnia. 


Przede wszystkim zaszczyt, ale też i ogromna odpowiedzialność zważywszy na to, że z recenzowaniem na codzień nie mam zbyt wiele wspólnego. 



W ubiegłym tygodniu otrzymałam prezent. Był to kalendarz Zbigniewa T. Nowaka pt. "Zdrowie na cały rok 2019". Bardzo się ucieszyłam z tej przesyłki. Po pierwsze lubię książkowe kalendarze. Po drugie lubię kiedy są solidnie i ładnie wykonane. A po trzecie bardzo mnie cieszy kiedy niosą za sobą jakąś dodatkową korzyść, prócz pilnowania bym nie pomyliła dat, dni tygodnia z tym co zaplanowałam. Dziękuję wydawnictwu AA- dzięki Wam mogę planować rok 2019! Ale nie tylko. Każda strona kalendarza niesie za sobą ciekawe informacje na temat otaczających nas roślin i ich zastosowania w zdrowej i zblansowanej diecie. Otwieram pierwszą lepszą stronę, robię to wybiórczo. Trafiam na czerwiec a w czerwcu opisane są truskawki, na kolejnej stronie przepis na orientalny dżem z truskawek i płatków róży. Wertuję kartki. W lipcu natomiast poruszany jest temat lipy drobnolistnej oraz zastosowanie syropu malinowego z jej dodatkiem w utrzymaniu odporności na odpowiednim poziomie. Nie chciałabym zdradzać Wam więcej szczegółów na temat kalendarza ale uważam, że jak na tego typu produkt jest bardzo ciekawy i myślę, że taki sam sprezentuję mojej mamie na Nowy Rok, gdyż ucieszy się z nowych przepisów, ale i cennych informacji które niesie za sobą każda z kartek kalendarza. 





Przesyłka z kalendarzem przypomniała mi, że dokładnie rok temu otrzymałam od wydawnictwa AA dwie książki, które w ferworze zamieszania, braku czasu i szaleństwa dnia codziennego znalazły swoje miejsce w biblioteczce z książkami, na stercie "do przeczytania". Nie ukrywam, że zupełnie o nich zapomniałam. Czytając na przemian podręcznik do spraw żywienia, artykuły naukowe, notatki na uczelnię i materiały do nowej pracy obiecałam sobie, że jak tylko ogarnę wszyztkie sprawy zabiorę się za czytanie tego co mnie interesuje, co lubię i na co mam ochotę. Nic bardziej mylnego. Czekając na wolny czas nigdy go nie znajdziesz. A książki na półce jedynie piętrzyły się, kurzyły i nie mogły doczekać. 





Najbardziej zaciekawiła mnie książka pt. "Ziołowa klinika odchudzania" i w związku z tym co w niej przeczytałam postanowiłam opisać Wam 8 roślin uznawanych za chwasty, których właściwości mają działanie odchudzające i które szeroko opisane są właśnie w tej książce. 



Mniszek lekarski 

Wpływa żółciopędnie i żółciotwórczo, stabilizuje pracę komórek wątrobowych i odtruwa je z toksyn. Wspomaga trawienie tłuszczu, leczy niestrawność, objawy przejedzenia za sprawą właściwości pobudzających wydzielanie soku żołądkowego. Działa moczopędnie. Skutecznie pobudza proces przemiany materii. Mniszek lekarski a zwłaszcza jego korzeń jest zasobny w inulinę, dzięki czemu polecany jest osobom z cukrzycą, gdyż pomaga ustabilizować poziom glukozy we krwi. Młode liście mniszka można jeść na surowo, ale podobno najlepiej smakują po zblanszowaniu. Moża z nich przygotować surówki i sałatki. Kto się odważy?

Skrzyp polny 

Skarbnica krzemu, tak w dużym skrócie opisana jest ta roślin. Wspomaga pracę nerek, dzięki czemu zwiększa objętość moczu a co za tym idzie pomaga usuać z organizmu toksyny i szkodliwe metabolity, w tym mocznik. Usuwa nadmiar wody zgromadzonej w organizmie, niweluje obrzęki rąk, nóg. Podobno pobudza proces przemiany materii oraz łagodnie obniża poziom cukru we krwi i poprawia pracę trzustki. 

Pokrzywa zwyczajna 

Aktywizuje proces przemiany materii w organizmie a działając moczopędnie oczyszcza go ze szkodliwych metabolitów i toksyn. Pomaga w niwelowaniu obrzęków, ponadto pomocniczo podaje ją się w kamicy żółciowej i przy zatruciu wątroby. Dodatkowo zawarty w pokrzywie kwas chlorogenowy pomaga w ograniczeniu gromadzenia w organizmie dodatkowej tkanki tłuszczowej i sprzyja chudnięciu. Podobno, bo nigdy nie jadłam, młode liście pokrzywy dobrze smakują z jajkami, twarożkami, w sałatkach najlepiej po zblanszowaniu. 

Perz właściwy 

Swoje cenne właściwości zawdzięcza zawartości trytycyny (polifruktan), gdyż jest on w zasadzie niestrawialny, a zwiększając swoją objętość w żołądku i jelitach daje na dłużej uczucie sytości. Posiada też zdolności wchłaniania cukrów dostarczonych z pożywieniem i w znaczący sposób ogranicza ich wchłanianie do krwioobiegu. Ze względu na wspomniany wcześniej polifruktan perz właściwy korzystnie wpływa na przyjazną florę bakteryjną w jelitach, które chronią przed zaparciami. Tak jak mniszek lekarski jest źródłem inuliny. Zawarty w perzu izomer glukozy- inozytol zapobiega powikłaniom cukrzycy (neuropatia cukrzycowa), broni przed stłuszczeniem wątroby, poprawia pracę nerek i wpływa moczopędnie. Nic tylko jeść perz! 

Bratek trójbarwny 

Bratek trójbarwny oraz polny są bardzo przydatne w kuracji odchudzającej, ponieważ skutecznie pobudzają proces przemiany materii w organizmie. Zapobiegają gromadzeniu się nadmiaru wody, ma działanie moczopędne dzięki czemu pomaga w odtruwaniu organizmu z toksyn. 

Gwiezdnica pospolita 

Jednoroczna roślina uważana za dość uporczywy chwast. Pobudza przemianę materii, dzięki czemu pomaga w utrzymaniu prawidłowej masy ciała. Ze względu na dużą zawartość jodu polecana jest chorym na niedoczynność tarczycy. Podobno reguluje gospodarkę hormonalną przez co polecana jest kobietom w okresie klimakterium i postmenopauzalnym. Wzmaga usuwanie nadmiaru wody dzięki czemu pomaga zlikwidować obrzęki nóg, rąk i twarzy. Łagodnie wspomaga pracę wątroby i działa wiatropędnie. Można ją stosować jak natkę pietruszki. 

Kocanka piaskowa 

Kocanka działa żółciopędnie i żółciotwórczo, wspomaga proces odtruwania wątroby oraz pobudza ogólny metabolizm w organizmie. Jest źródłem cennych flawonoidów, zwłaszcza kwercetyny, zatem warto uwzględnić ją w kuracji odchudzającej, gdyż odznaczają się zdolnością blokowania procesu kumulowania się w dojrzałych komórkach tłuszczowych- adipocytach. 

Wiesiołek dwuletni 

Olej z wiesiołka zawiera cenny kwas gamma- linolenowy z rodziny omega 6 oraz kwas alfa- linolenowy z grupy omega 3, które jako wielonienasycone kwasy tłuszczowe stanowią ważny element diety człowieka. Podobo stosuje się go w terapii stopy cukrzycowej, lub generalnie u chorych na cukrzycę. Kwasy te pobudzają metabolizm.. ale nie dajmy się zwieść, wypijany hektolitrami taki olej może znacząco zwiększyć nasz bilans kaloryczny zatem łyżka oleju z wiesiołka jako podstawa dressingu do sałatki jest zdecydowanie wystarczająca.



Jesteście w szoku? Ja tak! Natomiast zachęcam Was do przeczytania książki Zbigniewa T. Nowaka "Ziołowa klinika odchudzania" gdzie jeszcze szerzej opisane są zarówno te, jak i inne rośliny wspomagające odchudzanie, między innymi topinambur, rozmaryn, maliny, karczoch czy lubczyk. 

Pierwszy rozdział jest poświęcony omówieniu na czym polega zdrowy styl życia, opisano po krótce indeks glikemiczny czy rolę błonnika w diecie. 

Ostatnie rozdziały a właściwie połowa książki to ta część, która interesuje mnie najbardziej. Przepisy na wykorzystanie tych roślin (tak, perzu też), ale i kąpiele przygotowane z udziałem niektórych z nich i ich prozdrowotne działanie czy receptury na ziołowe mieszanki odchudzające. Nie wiem na ile w nich prawdy, pewnie na swoich pacjentach nie będę tego stosować bo ludzie to nie króliki doświadczalne, ale jeśli ktoś z Was stosuje którąś z mieszanek odchudzających na bazie ziół to jestem ciekawa opinii. 



Książkę czyta się lekko, jest napisana prostym i zrozumiałym dla każdego językiem. Ciekawa pozycja na jesienny czy zimowy wieczór. 

Mam nadzieję, że wpis Wam się przydał. Dajcie znać w komentarzach czy coś Was zdziwiło, zszokowało i czy czytaliście albo macie zamiar przeczytać książkę na temat ziołowej kliniki odchudzania?


przeczytaj mnie
Posted by Klaudia Pieniążek on 06:43 0
Podziel się!
Etykiety:
Moje recenzje, Porady dietetyka, Testowane produkty
Nowsze posty
Starsze posty

08:30

Test patelni WOLL Cookware oraz przepis na gnocchi dyniowe zapiekane z parmezanem i fetą


Od kilku tygodni jestem szczęśliwą posiadaczką nowej patelni a na jej obecność w moim domu cieszyłam się jak na parę nowych szpilek, a szpilki doprawdy kocham. Otóż jeden ze sklepów, do granic możliwości przekonany doskonałością swojego produktu, zuchwale zaproponował mi przetestowanie swojej patelni. 

Nie jestem skora do testowania czegokolwiek, bowiem moje wysokie wymagania co do wyposażenia kuchni prawie graniczą z cudem bym pozytywnie dany produkt mogła ocenić. O tym też poinformowałam owy sklep. Niczym nie wzruszeni wysłali mi swój produkt bym mogła ciężkim zadaniom i próbom poddawać go każdego dnia. 

W ten sposób dowiedziałam się, że można mieć ulubioną, doskonałą patelnię. Nie skłamię jeśli powiem Wam, że moja kuchnia bez niej była niczym. Oczarowała mnie. 

Mowa o tytanowej patelni Wall. 

Zacznę może od tego co producent deklaruje. Są to informacje skopiowane ze strony internetowej sklepu www.patelnie-tytanowe.pl, który jest oficjalnym dystrybutorem patelni marki WOLL Cookware. A zatem podstawowe korzystne strony patelni marki WOLL Cookware to:

  • Powołoka - Wysoce odporna na zarysowania z wbudowanym kryształami szafiru. Nanokompozyt i technologia NON-STICK zapewnia antyadhezyjność
  • Akutermiczność - Specjalny stop i technologia odlewu zapewniają akutermiczność - idealną absorpcję ciepła. 8 milimetrowe dno gwarantuje optymalną dystrybucję ciepła oraz brak odkształceń nawet przy bardzo wysokich temeperaturach.
  • Oprawa uchwytu - Montowana w technologii zatopionego mosiądzu gwarantuje 100% bezpieczeństwa. Jest odpowiedzialna za gromadzenie ciepła i nie nagrzewanie się uchwytu.
  • Lity uchwyt - Służy do bezpiecznego podnoszenia naczyń
  • Szklana pokrywa - Wykonana z hartowanego i polerowanego, żaroodpornego szkła. Służy do energooszczędnego gotowania/pieczenia w temp. do 250 °C.
  • Wzmocniona krawędź dla zachowania czystości podczas gotowania.


Cóż, nawet jeśli bardzo bym chciała nie zgodzić się z którąś z korzyści to nie mogłabym bo było by to kłamstwem. Jeżeli zapoznaliście się z korzyściami płynącymi z posiadania patelni WOLL Cookware powyżej, napiszę Wam, dlaczego ja osobiście jestem z niej tak zadowolona. 


Zuchwały i pewien siebie producent deklaruje niezawodność produktu pod kątem beztłuszczowego smażenia. Dla mnie, jako dietetyka i osoby, która na codzień odżywia się zdrowo, był to najważniejszy element, który poddałam wielokrotnym testom. Natomiast... 

... poniżej w kilku punktach zrecenzuję Wam ten produkt uwzględniając zupełnie szczerze i prosto z serca wszystkie jego wady i zalety. 


Niewątpliwie ogromnym atutem patelni jest fakt, że jej mycie nie doprowadza mnie do szału, co gorsza- nie wierzę, że takie słowa mogą paść z moich ust- ale jej czyszczenie to dla mnie właściwie przyjemność. I o ile można skorzystać ze zmywarki doprowadzając do ładu moje nowe tytanowe cudo o tyle ani razu nie postanowiłam jeszcze tego uczynić ze względu na to, że jej mycie zajmuje niespełna minutę. Jeśli smażysz coś bez tłuszczu (naleśniki, placuszki, racuchy) możesz przetrzeć ją jedynie wilgotną ściereczką bądź ręcznikiem papierowym. Dla mnie jest to ogromna wygoda. 

Po drugie, na równi z pierwszym. Patelnia sprawdza się doskonale do smażenia bez tłuszczu i mówię to z pełną odpowiedzialnością za każdą literkę, którą nacisnęłam na klawiaturze by napisać słowo "doskonale". Będąc krytycznie nastawiona do tego produktu przygotowywałam na nim raz po raz bez tłuszczu omlety, naleśniki i racuchy. Doprawdy- usmażenie zupełnie, bez ani jednego mililitra tłuszczu, omleta to według mnie prawdziwy wyczyn. Cienkie jak papier naleśniki czy orkiszowe racuszki również smażyły się na patelni bez najmniejszego problemu. Dla mnie, jako dietetyka, to niewątpliwie jedna z największych zalet tego produktu, gdyż na codzień zmierzam się z nadmiarem tłuszczu dodawanego do potraw w diecie moich pacjentów. Od teraz widzę światełko w tunelu i rozwiązanie tego problemu. Każda osoba dbająca o swoją dietę i sposób żywienia powinna mieć w domu tak niezawodny sprzęt. 

Patelnia stosunkowo długo się nagrzewa, nie mniej jednak nie wystraszyło mnie to zbyt mocno. Grube dno powoduje, że patelnia jeszcze długo jest ciepła po ściągnięciu jej z ognia tudzież innego źródła ciepła. Jest to atut jeśli chcemy by przygotowana przez nas potrawa pozostała jeszcze przez chwilę podgrzana. Natomiast jeśli nie chcemy rozgotować swojego dania a przygotowujemy na patelni ryż, makaron lub kluski to należy bezwzględnie ściągnąć to z patelni po przygotowaniu bo utrzymująca się temperatura może okazać się wadą w tym wypadku. 

Nie wiem czy patelnia jest odporna na zarysowania, bałam się zaryzykować. Nie mniej jednak nic do niej nie przywiera. 

Jest ciężka ale dla mnie również nie jest to ani wada ani zaleta. 

Patelnie kosztuje 509 zł. Dla mnie to nie jest dużo jak na sprzęt tak dobrej jakości i fakt, że ta jedna patelnia mogłaby właściwie zastąpić większość innych, które posiadam a których wartość w sumie przewyższa tę jedną więc z perspektywy czasu wolałabym tę aniżeli wszystkie poprzednie, które już dawno grzeją miejsce na śmietniku zamiast na moim palniku.  

Marzy mi się taka sama tylko mniejsza. Aczkolwiek ten rozmiar jest dla mnie najbardziej optymalny. 

Aby nie być gołosłowną poniżej przedstawiam Wam kilka zdjęć części potraw przygotowanych na patelni marki WOLL Cookware. Na pierwszy ogień poszły omlety, racuchy i naleśniki, smażone oczywiście bez tłuszczu. 






Dusiłam w winie warzywa: dynię i brokuł. Dzięki szczelnej pokrywce i wysokiej temperaturze niemal ugotowały się na parze. 



Podsmażyłam pierogi z pstrągiem z okrasą. To było zdecydowanie wyzwanie dla tej patelni ze względu na to, że domowe pierogi mają inną strukturę ciasta i często kleją się lub lepią po ugotowaniu przez co rozpadają się podczas smażenia. Tutaj duże zaskoczenie, wyszły bez żadnego zarzutu. 




Korzystając z możliwości beztłuszczowego smażenia postanowiłam przygotować żytnie bliny na zakwasie żytnim podane z tatarem z wędzonego łososia. Kolejny dowód na to, że można smażyć bez tłuszczu ciasto i to o całkiem trudnej strukturze do smażenia (mąka żytnia w połączeniu z wodą ma błotnistą strukturę przez co "lubi|" rozpadać się podczas smażenia, jednak nie w tym wypadku)




A na deser... 




Przechodzimy do gwiazdy programu, czyli przepisu, którym chciałam się z Wami podzielić. Gnocchi zamarzyło mi się przygotować podczas czytania pewnej książki kucharskiej trzech sióstr z włoskimi przepisami. A że książkę zdarzało mi się czytywać nocami toteż i gnocchi nocą gotowałam. Mieszałam rozgniecione ziemniaki z dynią i gałką muszkatołową. Głupio mi było w nocy tak je jeść więc postanowiłam zamrozić kluchy. Kiedy mi się o nich przypomniało to w lodówce miałam kawałek dobrej fety, parmezanu i chili. Zapiekłam ugotowane kluski w serach z oliwą i chili i byłam oczarowana rezultatem tego pomysłu. 

Składniki (na 3- 4 porcje gnocchi):
  • 400 gram ziemniaków, ugotowanych w mundurkach 
  • 100 gram upieczonej dyni hokkaido 
  • 200 gram mąki pszennej 
  • 1 jajko 
  • szczypta soli 
  • szczypta gałki muszkatołowej 
Dodatki:
  • pokruszona feta
  • starty parmezan 
  • oliwa z oliwek lub olej po suszonych pomidorach 
  • chili w płatkach 
  • świeże zioła 
Ziemniaki i dynię rozgnieć na gładką masę. Dodaj mąkę, jajko oraz sól i wyrabiaj jednolite ciasto. Gotuj posolony wrzątek a w tym czasie ciasto podziel na części. Jedną z części zroluj w dłoniach i krój na mniejsze kawałki. Możesz tak samo postpić z resztą ciasta. Kiedy woda się ugotuje gotuj kluski przez 2 - 3 minuty, do wypłynięcia. Od razu wyłów łyżką cedzakową kluski i wymieszaj z oliwą z oliwek. Podsmaż kluski na patelni z chili i świeżymi ziołami. Posyp wierzch parmezanem i fetą i zapiecz przez 10 minut gnocchi w piekarniku nagrzanym do 200 stopni. Jeśli korzystasz z patelni WOLL Cookware to pieczenie może odbyć się na patelni. Jeśli martwisz się, że coś stanie się z uchwytem to rozwieję Twoje wątpliwości- mój jest w nienaruszonym stanie. 

Smacznego, Klaudia! 








przeczytaj mnie
Posted by Klaudia Pieniążek on 08:30 1
Podziel się!
Etykiety:
kuchnia włoska, Ryba, Testowane produkty
Nowsze posty
Starsze posty

09:30

Sałatka z pełnoziarnistym makaronem Lubella, kurczakiem i warzywami w sosie miodowo- musztardowym


 Dziś Światowy dzień makaronu a jak świętować to tylko z makaronem Lubella. Mam dla Was kolejną ciekawą i dietetyczną propozycję potrawy z wykorzystaniem pełnoziarnistego makaronu. Święto świętem, ale wiecie, że nawet w takie dni zdrowe i zbilansowane posiłki to podstawa mojej diety. Świetną podstawą do sałatki może stać się makaron jako źródło węglowodanów i to złożonych. Pyszna, lekka i kolorowa sałatka, którą możesz zabrać do pracy to doskonała alternatywa dla kanapek. Garść roszponki, świeże i marynowane warzywa, pełnoziarnisty makaron Lubella to gwarancja udanego posiłku w połowie dnia. Bardzo przypadła mi do gustu ta lekka i świeża propozycja, która z pewnością nie raz i nie dwa zagości na moim stole albo… w słoiku do pracy. 

Ogromną zaletą sałatki z makaronem pełnoziarnistym Lubella jest nie tylko smak ale i jej wygląd! Jemy oczami, to jasne jak słońce, dlatego wszystkie potrawy które osobiście przygotowuję staram się aby wyglądały apetycznie i kusiły do spożycia, niemal przemiały swoim wizerunkiem "zjedz mnie, zjedz mnie". 

A Wy? Macie jakieś sprawdzone przepisy na sałatki z makaronem? Ja znam jeszcze jeden doskonały przepis, ale nim podzielę się następnym razem!

Składniki na 2 porcje: 

·     1 szklanka makaronu Lubella Pełne Ziarno Kokardki 
·     garść roszponki 
·     5-6 suszonych pomidorów 
·     ½ szklanki czarnych oliwek 
·     2 łyżki kukurydzy 
·     ½ papryki żółtej 
·     pomidorki koktajlowe 
·     300 gram piersi kurczaka 
·     szczypta chili, kurkumy, soli i pieprzu 
·     oliwa z oliwek do smażenia 
·     dressing miodowo – musztardowy: 1 łyżka miodu, 2 łyżki musztardy, 2 łyżki oliwy z oliwek, szczypta soli i pieprzu 

Pierś kurczaka kroję w drobną kostkę i doprawiam. Na oliwie z oliwek smażę pierś i studzę. Składniki dressingu mieszam dokładnie. Makaron gotuję według przepisu na opakowaniu. Studzę. Suszone pomidory, oliwki, paprykę i pomidorki kroję drobno. Na dnie słoika układam: roszponkę, ugotowany makaron, pokrojoną paprykę. Wlewam dressing. Układam kukurydzę, suszone pomidory, oliwki, pierś kurczaka oraz pomidorki koktajlowe. Wierzch dekoruję roszponką. Zamykam słoik i zabieram na lunch do pracy lub ze sobą na wynos. 

Smacznego, Klaudia.


przeczytaj mnie
Posted by Klaudia Pieniążek on 09:30 0
Podziel się!
Etykiety:
Drób, Fit, Lunch Box, Makaron, Sałatki
Nowsze posty
Starsze posty

23:44

Risotto ze szparagami i Prosecco/ polędwiczka wieprzowa w szynce parmeńskiej/ chips z szynki/ ogórek


Niemądrzy są Ci, którzy uważają, że gotuje się dłońmi a je ustami. Niewątpliwie najpiękniej kiedy gotujesz sercem a jesz oczami.

Dopiero teraz, z perspektywy jakiegoś czasu czyli kilku godzin, patrzę na to danie z pewną emocją. Sam fakt misternej, przemyślanej a wcześniej narysowanej konstrukcji na tym talerzu wzbudzał mój zachwyt. Oczarowanie wzbudził smak tego co zdołaliśmy wspólnie przygotować a tęsknotę fakt, że o ile to było jedno z pyszniejszych dań jakie udało mi się ugotować to pewnie nie odtworzę go już nigdy bo w głowie mam tyle nowych pomysłów, że nie wiem czy mi życia starczy na ugotowanie przynajmniej połowy z nich. 

Często dostaję od Was to samo pytanie. Od rodziny, od przyjaciół, czytelników, pacjentów. Skąd czerpię moje pomysły na konkretne dania? Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak trudno jest mi odpowiedzieć na to pytanie. Moje pomysły nie rodzą się w kuchni. 
Jak większość poczętych pomysłów także moje często zaczynają się w łóżku. Zdarza mi się, że nie potrafię usnąć myśląc o tym co chciałabym i co mogłabym ugotować. Nie zjeść. Ugotować. Wówczas najczęściej muszę zapisać swój pomysł bo prawdopodobnie rano zapomniałabym o tym wieczornym marzeniu. 
Kolejnym miejscem w którym tworzę pewne idee i pomysły to sklep. Market, spożywczak, ryneczek. Patrzę na dany konkretny składnik i ja już wiem, moje dłonie wiedzą, umysł wie i usta też są świadome, że za chwilę z tego cuda, które udało mi się upatrzyć, kupić i mieć- ugotuję coś. Kiedy w sobotę zobaczyłam szparagi to wiedziałam, że tęsknię za risotto, że z prosecco będzie idealne i że w moim koszyku musi znaleźć się jeszcze szynka parmeńska i rozmaryn. Sami widzicie, moja lista zakupów tworzy się sama pod wpływem jednego bodźca. Są jeszcze dwa elementy wpływające na pobudzenie mojej kreatywności w kuchni. 
Trzecim czynnikiem, który mocno pobudza mnie do tworzenia nowych dań to inspiracja tym co już jadłam. W restauracji, barze, u znajomych lub rodziny. Lub co zobaczyłam. 
Ostatnim, niewątpliwie dla mnie ważnym bodźcem kierującym mnie w stronę kuchni by ugotować coś nowego jest... ze względu na szczególną miłość jaką darzę stylizację potraw (Monika kiedyś zapytała mnie czy to nie jest tak, że bardziej niż gotować, jeść i robić zdjęcia lubię stylizować jedzenie na talerzu. Bez cienia wątpliwości zgodziłam się z tym. Bo to prawda.) ... a więc jest... nowy talerz. Nie wiem czy ktokolwiek zna to uczucie co ja- jeśli tak, proszę się podzielić ze mną tym. W momencie kiedy w moich dłoniach jest nowy element zastawy to w mojej głowie tworzy się myśl i zazwyczaj jest to pomysł na danie, które dobrze by na tej zastawie wyglądało, dlatego przygotowując dla Was zdjęcia skrupulatnie dobieram rodzaj zastawy, na którym zaprezentuję Wam wcześniej przygotowaną potrawę. To dla mnie istotny element. 

I tą oto obszerną wypowiedzią powyżej podzieliłam się z Wami tym co inspiruje mnie do wymyślania tych niekiedy dziwacznych, aczkolwiek zawsze smacznych, potraw. Tym samy mam nadzieję, że teraz rozumiecie co mam na myśli namawiając Was by Wasze potrawy również były przyjemne dla oka, dla podniebienia a przygotowywane były sercem. 

Podzielę się z Wami jeszcze jednym cytatem, który ostatnio wpadł mi w oczy i zapadł w pamięci i który zupełnie nie dotyczy tego tekstu. 

"Ty się serce ogarnij, a Ty rozum pilnuj serca."

Składniki (na 2 porcje):

Risotto ze szparagami i prosecco:
  • 1 szalotka 
  • 1 ząbek czosnku 
  • 100 gram masła 
  • 80 gram parmezanu 
  • pęczek szparag bez zdrewniałych końcówek 
  • 2/3 szklanki ryżu Arborio 
  • 200 ml Prosecco 
  • 500 ml bulionu 
  • szczypta soli i pieprzu 
  • łyżka oliwy z oliwek 
  • pęczek natki pietruszki
Polędwiczka w szynce parmeńskiej:
  • 200 gram polędwicy wieprzowej 
  • 4 plastry szynki parmeńskiej 
  • sólo i biały pieprz
  • gałązka rozmarynu i tymianku 
  • olej do smażenia i masło 
Dodatkowo:
  • kilka plastrów szynki parmeńskiej 
  • ogórek świeży 
  • świeże zioła do dekoracji 
Kilka godzin przed rozpoczęciem gotowania marynuję polędwicę w rozmarynie, tymianku, soli, pieprzu z olejem rzepakowym. Zaczynam od risotto, chociaż właściwie wszystko przygotowuję w tym samym czasie. Siekam czosnek i szalotkę, smażę na oleju i odrobinie masła. Dodaję ryż i smażę jeszcze minutę lub dwie. Generalnie jak zmieni kolor ze szklistego na biały to wlewam wino i redukuję jego ilość o połowę przynajmniej. Wlewam bulion porcjami i gotuję około 17- 20 minut ryż dolewając płynu kiedy zaczyna go brakować. Po około 12- 15 minutach próbuję ryż po raz pierwszy by ocenić jak długo jeszcze powinnam go gotować. Nie chcę by był rozgotowany, powinien stawiać delikaty opór podczas gryzienia, nie mniej jednak nie może być surowy. W tym czasie na drugiej patelni smażę szynkę parmeńską (2-3 plastry) na chrupko czyli do momentu silnego zbrązowienia. Ściągam na ręcznik papierowy, dodaję masło i smażę posiekane w plastry szparagi (pozostawiając w całości główki) dosłownie 3 minuty. Oddzielam główki szparag od reszty. Doprawiam szparagi solą i pieprzem. Ściągam je z ognia. Na tej samej patelni rozpuszczam jeszcze łyżkę masła. Polędwicę owijam szynką parmeńską i razem z rozmarynem i tymiankiem smażę na brązowo mięso a następnie umieszczam je w piekarniku nagrzanym do 170 stopni na 10 minut. Wyciągam z piekarnika, pozwalam się polędwiczce "zrelaksować" i kroję w plastry. Ogórka kroję w plastry za pomocą obieraczki do jarzyn. Chips z szynki kruszę. Kiedy ryż powoli zacznie mięknąć dodaję masło, usmażone szparagi bez główek oraz parmezan. Całość dokładnie mieszam i ściągam z ognia. Nakładam porcję risotto, dekoruję ogórkiem zwiniętym w rulon, pokrojoną polędwiczką w plastry oraz chipsami z szynki. Wierzch posypuję główkami szparag i dekoruję całość resztą startego parmezanu oraz świeżymi ziołami. 

Smacznego, Klaudia!











przeczytaj mnie
Posted by Klaudia Pieniążek on 23:44 0
Podziel się!
Etykiety:
kuchnia włoska, Obiad, Szparagi, Walentynki, Wieprzowina
Nowsze posty
Starsze posty

19:35

Grzanki z łososiem, pomidorem i jajkiem w koszulce oraz sosem miodowo- musztardowym


Są pewne sytuacje, które zmieniają Twoją głowę i całą jej zawartość. Myślenie, nastawienie, humor, nastrój. Zmieniają Ci priorytety, zmieniają plany i zmieniają wszystko co tej pory myślałeś. Są w stanie zaczarować każdą Twoją myśl, pokolorować każdy Twój pomysł, nasycić kolory każdego dnia. Jest tylko jedna rzecz, która nadaje sens wszystkiemu co dzieje się w Twoim życiu, wszystkiemu co robisz i wszystkiemu co sądzisz. 

Pomimo tego, że nie zmieniło się nic to zmieniło się już wszystko. Dziś jest taki miły dzień, taki pełen uśmiechu i pełen Podsiadło. 

A miły dzień to taki, kiedy jesz smaczne śniadanie z kimś bliskim. Jeśli pomyślę sobie, że miałam ostatnio tyle leniwych poranków to najbardziej będę właśnie tęskniła za śniadaniami. I to będą dobre wspomnienia. 

Składniki (na 2 porcje):

  • dwie bułeczki pszenne, grahamki lub maślane 
  • dwa, trzy jajka 
  • 100 gram wędzonego łososia 
  • 1 pomidor malinowy 
  • 1 szalotka 
  • masło do smażenia 
  • oregano 
  • sos miodowo- musztardowy: łyżka musztardy francuskiej, łyżka miodu, dwie łyżki oliwy z oliwek, szczypta soli i pieprzu 
Bułki przekrój wzdłuż na pół i grilluj na patelni do tego przeznaczonej przez minutę lub dwie. W garnku zagotuj wodę. Jajko wbij do niewielkiej miseczki a następnie do gotującej się wody, tworząc wcześniej w garnku wir lub nie. Gotuj jajko maksymalnie dwie minuty. Na maśle podsmaż szalotkę, drobno posiekanego pomidora i łososia. Dopraw pieprzem. Składniki sosu dokładnie wymieszaj. Na zgrillowane pieczywo nałóż podsmażonego łososia z pomidorem, jajko w koszulce a wierzch polej sosem. Udekoruj oregano. 

Smacznego, Klaudia!








przeczytaj mnie
Posted by Klaudia Pieniążek on 19:35 0
Podziel się!
Etykiety:
Ryba, Śniadanie
Nowsze posty
Starsze posty

15:23

Najlepsze ciastka owsiane Marty


W życiu nie mam szczęścia do totka. Może dlatego, że nie gram? Nie wygrałam też nigdy konkursu w radio. Może dlatego, że nie wysyłam smsów? Nigdy niczego interesującego nie wylosowałam ale może dlatego, że nie losuję? Czasem wygrywam konkursy kulinarne, bo czasem biorę w nich udział. Nie mam szczęścia do posiadania rzeczy ale mam ogromne szczęście do poznawania cudownych ludzi. Marta to takie moje szczęście, trochę los na loterii a trochę jak wygrana w radio Zet. 

Możecie natomiast poznać przepis na jej ciastka, które doprowadzają do obłędu swoim smakiem. Do szaleństwa kruchą strukturą. Do zachwytu aromatem, który unosi się po wypieczeniu ciasteczek. 

To prawie tak jak gdybyście poznali Martę. Ona jest jak te ciastka. 

Składniki (na 12 ciastek):
  • 1 i ½ szklanki płatków owsianych
  • ½ szklanki mąki pełnoziarnistej
  • 1/3 szklanki ksylitolu 
  • 100 g oleju kokosowego
  • Płaska łyżeczka proszku do pieczenia
  • Kilka łyżek mleka roślinnego
  • Płaska łyżeczka cynamonu
  • Szczypta soli morskiej
  • 1,5 cm korzenia imbiru
  • 50 g suszonej żurawiny
  • 50g nerkowców
  • 50 orzechów włoskich
  • 50 g orzechów laskowych
  • 50 g migdałów 
Posiekaj orzechy. Rozpuść olej kokosowy. Imbir zetrzyj na tarce o drobnych oczkach. Wymieszaj dokładnie wszystkie składniki w jednej misce do połączenia. Blaszkę do pieczenia wyłóż papierem do pieczenia i uformuj kilkanaście ciastek. Przygotowane ciastka umieść na blaszce w piekarniku nagrzanym do 180 stopni i piecz około 15 minut. Wystudź zupełnie nim ściągniesz je z blaszki, gdyż będą się kruszyć. 

Smacznego od Marty i Klaudii! 



przeczytaj mnie
Posted by Klaudia Pieniążek on 15:23 2
Podziel się!
Etykiety:
Ciastka, Fit, Na słodko
Nowsze posty
Starsze posty

19:17

Sałatka z kozim serem, batatem i dynią. Pomysł na marynowaną dynię i marchew.


Polubiłam ten spokój i ten czas, który teraz mam. Zaprzyjaźniłam się z nim i zaczął mi odpowiadać. Te dni kiedy mogę cieszyć się pracą, bez pośpiechu i szaleństwa zmieniły moje myślenie i nauczyły spokoju. Nastrajam swoje życie na wolniejsze tempo po powrocie do normalności. 

Mając teraz wolną chwilę na realizowanie swoich dotychczasowych planów i pomysłów czytam cudowne książki kulinarne, oglądam programy. Kulinarne. Czytam przepisy. W środku nocy gotuję gniocchi i lepię pierogi na przemian z wypiekiem żytniego pieczywa i ciastek. Naprawdę. Dawno tak kulinarnie nie dorosłam jak podczas tych kilku tygodni, dawno nie nabyłam tylu ciekawych informacji i nie doszkoliłam swoich umiejętności. Zaczynam być wdzięczna losowi za czas, który w gratisie na to otrzymałam zupełnie nie chcąc i nie prosząc. 

Przepis na tę sałatkę to taka mała inspiracja dla Was na domowe przetwory. Otóż ja, z czystej ciekawości, zaczęłam marynować niemal wszystko co wpadło w moje dłonie. Dynię, marchew i gruszkę wykorzystałam jako pierwsze. Marynowałam je w zalewie o zapachu goździków i słodko- kwaśnym smaku przez tydzień. A potem wykorzystałam. Do sałatki. 

Marynowana dynia, marchew i gruszka


  • Po 0,5 kg marchwi, dyni i gruszki 
  • 3 słoiki 
  • 3 litry wody 
  • 1 szklanka cukru 
  • 3/4 szklanki octu 
  • garść goździków 
  • łyżka soli 
  • 4-5 liści laurowych 
  • kilka ziarenek ziela angielskiego 
  • laska cynamonu 
Warzywa i owoce obierz i pokrój w kostkę lub plastry (marchew). Każdy rodzaj umieść w odrębnym słoiku. Zagotuj wodę z cukrem, octem, goździkami, cynamonem, solą, listkami laurowymi i zielem angielskim. Zalej przygotowanym ciepłym roztworem pokrojone składniki, zamknij słoje i odstaw do wystudzenia. Wychłodzone słoiki wkładam do lodówki i marynuję przez tydzień dynię, marchew i gruszkę. Gruszkę można po jednym dniu z powodzeniem wykorzystywać do potraw np. jako dodatek do gotowych dań, zup lub sałatek. 

Składniki na sałatkę:
  • garść roszponki
  • 1 mały batat 
  • olej do grillowania 
  • kozi ser
  • suszone pomidory 
  • marynowana dynia i gruszka 
  • orzechy laskowe 
  • dressing miodowo- musztardowy: łyżka musztardy francuskiej, łyżka miodu, łyżka oliwy z oliwek, szczypta soli i pieprzu 


Rozgrzej patelnię grillową. Batata umyj i pokrój w plastry. Smaż na patelni plastry batata po dwie minuty z każdej strony. Roszponkę ułóż na talerzu, na niej batata, pokrojone suszone pomidory oraz marynowaną dynię i gruszkę. Wierzch posyp pokruszonym kozim serem i posiekanymi orzechami laskowymi. Składniki dressingu wymieszaj i polej nim wierzch sałatki. Udekorowałam wierzch sałatki bazylią tajską i jeśli możesz to jej smak również ciekawie może wzbogacić sałatkę. 

Smacznego, Klaudia! 


przeczytaj mnie
Posted by Klaudia Pieniążek on 19:17 0
Podziel się!
Etykiety:
Dynia, Fit, Przetwory, Sałatki
Nowsze posty
Starsze posty
Strona główna
Wyświetl wersję na komórki
Subskrybuj: Posty (Atom)

Znajdź coś dla siebie

Coś pysznego

Tost francuski z pastą krewetkową i kiełkami groszku

Wasze ulubione w tym miesiącu

  • Ogórki małosolne delikatnie cytyrnowe
  • Bułeczki BAO z szarpanym kurczakiem w maśle orzechowym
  • Pieczone pierogi z nadzieniem chili con carne w wersji wege
  • Mini serniczki cytrynowe na zimno na spodzie z prażonego słonecznika oraz z lemon curd
  • Domowa masa makowa bez cukru, masła i bez użycia maszynki do mielenia
  • Pomidorowy makaron z kalmarami i natką pietruszki
  • Sałatka z brzoskwinią, buraczkiem i awokado
  • Opowiem Wam jak ja gotuję rosół!

Najczęściej klikane

  • Mini serniczki cytrynowe na zimno na spodzie z prażonego słonecznika oraz z lemon curd
    Mam dla Was super przepis na mini serniczki na zimno! Nie jestem fanką tego typu serników jednak ten wyszedł wprost genialny! Delikatni...
  • Banoffee pie czyli ciasto bez pieczenia
    Banoffee pie czyli esencja samej słodyczy, nazwa pochodzi od połączenia słów Banana i Toffee . Z dostępnych informac...
  • Czekoladowy tort z chrupiącą praliną
    Tak, to zdecydowanie jeden z lepszych tortów jakie przygotowałam. Specjalnie na urodziny mojego kochanego (nieznośnego) brata. Tort z najl...

cofnijmy się w czasie

  • ▼  2026 (4)
    • ▼  kwietnia (4)
      • Sałatka z kurczakiem i orzeszkami ziemnymi
      • Prosty omlet wysokobiałkowy
      • Proteinowy serniczek z jabłkiem
      • Proste ciasteczka pistacjowe bez cukru
  • ►  2025 (7)
    • ►  października (2)
    • ►  kwietnia (1)
    • ►  lutego (3)
    • ►  stycznia (1)
  • ►  2024 (8)
    • ►  czerwca (3)
    • ►  maja (1)
    • ►  marca (4)
  • ►  2023 (14)
    • ►  listopada (1)
    • ►  października (7)
    • ►  maja (4)
    • ►  lutego (1)
    • ►  stycznia (1)
  • ►  2022 (27)
    • ►  września (1)
    • ►  sierpnia (1)
    • ►  lipca (1)
    • ►  czerwca (2)
    • ►  maja (3)
    • ►  kwietnia (4)
    • ►  marca (3)
    • ►  lutego (6)
    • ►  stycznia (6)
  • ►  2021 (18)
    • ►  grudnia (3)
    • ►  listopada (7)
    • ►  października (2)
    • ►  lipca (2)
    • ►  czerwca (1)
    • ►  maja (2)
    • ►  marca (1)
  • ►  2020 (24)
    • ►  grudnia (1)
    • ►  listopada (2)
    • ►  października (1)
    • ►  września (2)
    • ►  sierpnia (1)
    • ►  lipca (1)
    • ►  maja (3)
    • ►  kwietnia (6)
    • ►  marca (5)
    • ►  lutego (1)
    • ►  stycznia (1)
  • ►  2019 (51)
    • ►  listopada (2)
    • ►  października (6)
    • ►  września (7)
    • ►  sierpnia (5)
    • ►  lipca (5)
    • ►  czerwca (4)
    • ►  maja (4)
    • ►  kwietnia (4)
    • ►  marca (2)
    • ►  lutego (6)
    • ►  stycznia (6)
  • ►  2018 (91)
    • ►  grudnia (6)
    • ►  listopada (12)
    • ►  października (13)
    • ►  września (8)
    • ►  sierpnia (4)
    • ►  lipca (2)
    • ►  czerwca (15)
    • ►  maja (7)
    • ►  kwietnia (2)
    • ►  marca (2)
    • ►  lutego (6)
    • ►  stycznia (14)
  • ►  2017 (211)
    • ►  grudnia (17)
    • ►  listopada (14)
    • ►  października (19)
    • ►  września (21)
    • ►  sierpnia (21)
    • ►  lipca (14)
    • ►  czerwca (21)
    • ►  maja (24)
    • ►  kwietnia (14)
    • ►  marca (15)
    • ►  lutego (14)
    • ►  stycznia (17)
  • ►  2016 (256)
    • ►  grudnia (20)
    • ►  listopada (18)
    • ►  października (9)
    • ►  września (27)
    • ►  sierpnia (18)
    • ►  lipca (16)
    • ►  czerwca (14)
    • ►  maja (19)
    • ►  kwietnia (27)
    • ►  marca (30)
    • ►  lutego (28)
    • ►  stycznia (30)
  • ►  2015 (269)
    • ►  grudnia (38)
    • ►  listopada (30)
    • ►  października (31)
    • ►  września (30)
    • ►  sierpnia (31)
    • ►  lipca (37)
    • ►  czerwca (21)
    • ►  maja (19)
    • ►  kwietnia (7)
    • ►  marca (7)
    • ►  lutego (7)
    • ►  stycznia (11)
  • ►  2014 (189)
    • ►  grudnia (15)
    • ►  listopada (17)
    • ►  października (33)
    • ►  września (15)
    • ►  sierpnia (14)
    • ►  lipca (33)
    • ►  czerwca (36)
    • ►  maja (10)
    • ►  kwietnia (11)
    • ►  marca (5)

mango papaja

WITAJ NA MANGO PAPAJA

Od zawsze kocham gotować. Nie wiem czy większą frajdę sprawia mi wymyślanie przepisów, samo przyrządzanie dań czy może uwiecznianie ich na zdjęciach?
Nie potrafię się zdecydować, dlatego tym wszystkim dzielę się z Wami tutaj, w moim mango - papajowym świecie.

Mango - papaja stała się moim sposobem na życie, jest nim już od 2014 roku, kiedy to pierwszy raz dodałam przepis.

Doceńcie to miejsce, szanujcie, inspirujcie się, rozgośćcie. Dla mnie to mój dom.

Zapraszam Was do niego z całego serca.

Klaudia!

polub mnie

Ulubione działy

Fit Warzywa Śniadanie Obiad Wigilia i Święta Ryba Wieprzowina Kasza kuchnia włoska Zupy kuchnia polska Makaron Dynia Lunch Box Pieczywo Bezglutenowe Sylwester i inne przyjęcia Przystawka owoce morza Granola Wołowina Jednogarnkowe Pasty kanapkowe Muffiny i babeczki Owsianka wege obiad Szarlotki i ciasta z jabłkami Porady dietetyka
Obsługiwane przez usługę Blogger.
Ⓒ 2018 Mango Papaja. Design created with by: Brand & Blogger. All rights reserved.