Sekcja pieczywo jest dość obszerna w treści na mim blogu, bowiem przygody z własnymi wypiekami miewam już od dawna, a przeżywają często one swoje wzloty i upadki. Jednak, to co czyni moje doświadczenie, można powiedzieć, dość dobrym w tej materii, to fakt, że długofalowo umiem być konsekwentna, i równie długofalowo niekonsekwentna, w swojej miłości do pieczenia chleba. Tym razem stuknie mi niemal rok. W ciągu ostatniego roku, niemal tydzień w tydzień piekę swoje ukochane cudo, które często znika w mgnieniu oka przy okazji wpadających gości. Często niektórzy proszą mnie żebym oddała pół bochenka, albo po prostu zjadają cały nie pytając o nic. Ja się cieszę. Kocham karmić ludzi dobrym, domowym, smacznym jedzeniem. I od zawsze, i na zawsze sprawia mi to radość.
Gdy ostatnio wrzuciłam na Instagram zdjęcie chleba z piekarnika, to moja społeczność zawrzała z jedną, gromką prośbą. A brzmiała - proszę o przepis na Twój sprawdzony chleb. I tu mała dygresja. Rzeczywiście od roku mielę niemal ten sam przepis, jednak wciąż nie umiem powiedzieć o nim "sprawdzony". Nasza relacja jest przynajmniej skomplikowana, a gdybym miałam ją porównać, to najbliższej jej do temperamentnego, włoskiego małżeństwa. Ja chcę jedno, mój chleb chce drugie. Ja odpuszczam, on pięknie wyrasta. Ja się staram i dopieszczam, mam prawie zakalec. I tak w kółko. Jednak przyznać zupełnie uczciwie trzeba, że nie trzymam się sztywno jednej receptury. Niemal za każdym razem zmieniam dodatki, a to raz dodam żurawinę, innym razem siemię lniane i słonecznik, potem suszone śliwki i tak w kółko. Raz mi się sypnie więcej mąki żytniej, innym razem orkiszowej, a czasem dodaję odrobinę pszennej, bo w domu swieci pustkami. Wiem jednak jedno. Nigdy ten przepis mnie nie zawiódł. Cokolwiek z niego wyjdzie, nawet w najgorszym scenariuszu, jest to zjadliwe i o dziwo, smaczne. Więc trzymam się pewnego schematu, który pozwala mi na dozę wariacji w wypiekach.
W każdy razie, prosto z serca, polecam Wam tę przygodę, bo to cudna droga.
Składniki (na 1 bochenek w formie do "keksówki" 12 x 20 cm):
- 260 g zakwasu żytniego
- 250 g mąki żytniej
- 250 g mąki orkiszowej*
- 440 g wody
- łyżka soli
- łyżka miodu
- dodatki: nasiona słonecznika, siemię lniane**, suszona żurawina, śliwki suszone, orzechy, suszone pomidory, czarnuszka i co tylko przyjdzie mi do głowy
* Nigdy sztywno nie trzymam się gramatury mąk oraz tak jak wspomniałam w notatce, czasem dodaję także mąkę pszenną, jednak zwykle jest to w połowie mąka żytnia, a w połowie pozostały miks mąk. Raz piekłam chleb z mąką z soczewicy oraz mąką kasztanową, więc tutaj naprawdę można poszaleć.
** Nauczyłam się, że jeśli dodaję 30g siemienia lnianego, to dodatkowo wlewam o 50 ml więcej wody, gdyż siemię lniane wiąże wodę, a wypiek przez to może stać się bardziej zbity
Chleb po wypieczeniu powinien wystygnąć, najlepiej odłożyć go na 12 godzin. Przy okazji mojego wypieku tak się nie stało, kroiłam ciepły chleb żeby szybko zrobić zdjęcia, przez co mocno popękał. Wystudzony chlebek nie pęka, dobrze się kroi. Pamiętajcie zatem żeby nie kroić tego chleba na ciepło. Ja wiem, że kusi...
Zakwas mieszam z mąką żytnią oraz orkiszową, dodaję wodę, sól i płynny miód. Dokładnie mieszam składniki. Dodaję ulubione dodatki - świetnie smakuje łyżka czarnuszki i kilka pokrojonych suszonych pomidorów lub garść suszonej żurawiny i kilka posiekanych orzechów włoskich. Super połączenie, to łyżka siemienia lnianego i dwie łyżki nasion słonecznika. Ciasto przelewam do formy keksowej wyłożonej papierem do pieczenia i odstawiam do wyrośnięcia w ciepłe miejsce. Trudno powiedzieć ile to potrwa, tu wiele czynników ma znaczenie - zarówno aktywność zakwasu, jak i temperatura w domu, poziom wilgotności powietrza, dlatego daję temu czas. Niekiedy chleb wyrasta w 5 godzin, innym razem potrzebuje całej nocy. Wyrośnięty chleb piekę około 60 minut, w piekarniku nagrzanym do 175 stopni (góra-dół), następnie studzę kilkanaście godzin. Chleb utrzymuje świeżość nawet do 2 tygodni. Ja przechowuję go w szafce, która ma dostęp do świeżego powietrza. Chleb owijam bawełnianą lub lnianą ściereczką.
Smacznego, Klaudia!
Brak komentarzy